Wspomnienia instruktora

Wspomnienia instruktora pływania

Wspomnienia instruktora pływania

Wszyscy znacie naszych instruktorów pływania, ale czy kiedykolwiek zastanawialiście się jak zostać instruktorem? A może marzycie o sportowej, pływackiej karierze dla swojego dziecka? Ile lat trzeba trenować, by zacząć wygrywać? O której trzeba wstać na trening? Jak szybko trzeba dorosnąć? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w poniższym tekście, tekście napisanym na bazie wspomnień z czasów dzieciństwa i okresu dojrzewania jednego z instruktorów. Dbając o prywatność, pozwolicie, że nie ujawnimy imienia – będzie one znane tylko autorowi tekstu

Od zawsze lubił pływać, wygonić z wody nie było sposobu. Może miał to zapisane w genach, a może w gwiazdach? Nigdy nie zastanawiał się dlaczego wybrał akurat pływanie za swoją dyscyplinę sportu. Trenowanie zaczął jeszcze w podstawówce, można powiedzieć, że późno, bo w IV klasie. Z drugiej strony 10 latek jest w stanie już podjąć w miarę świadomą decyzję. Pierwszy rok to intensywne treningi, przed lekcjami, po lekcjach, we wszystkie soboty. Dziennie kilka godzin ostrego pływania. Z treningu zwalniał tylko antybiotyk przepisany przez lekarza…

Po paru miesiącach zaczyna się pojawiać brak motywacji. Zero zawodów, kolega lepszy, szybszy. Pojawiają się pytania, czy robić to dalej czy zrezygnować. Wakacje. Obóz. Szkoła przetrwania. Treningi od wczesnych godzin rannych do późnych wieczornych. Ciągłe zmęczenie i ciągłe uczucie głodu. Tak, głodu. Organizatorzy nie zapewniają odpowiednich racji żywnościowych. Spadek wagi, ale też poprawa osiągnięć. Następna klasa i wreszcie udział w pierwszych zawodach. Powoli pojawiają się wyniki. Brąz z naprzemiennym srebrem. Rutyna treningów, lekcji i monotonność trwa aż do liceum. Wyjazd do internatu zmusza do szybkiego wydoroślenia. Pobudka o 04.00 rano, żeby zdążyć na trening, potem lekcje i kolejny trening.

Zapytacie co z nauką? No cóż, trzeba było sobie jakoś radzić. W tym temacie zawsze można było liczyć na pomoc trenera. Za to matura sama się nie napisała. Trzeba było przysiąść, połączyć naukę z treningami. Tyle lat w wodzie, sportowe osiągnięcia pozwoliły na wyjazd na studia. Stypendium sportowe zdobyte. Życie studenckie pokazało, że pływak to też człowiek i ma swoje potrzeby. Imprezy, związki i treningi to trudne połączenie. Dla chcącego nic trudnego, więc licencjat obroniony.

Nadszedł czas na podjęcie kolejnych trudnych decyzji. Studia magisterskie, przeprowadzka, samodzielne mieszkanie, praca. Nastąpił czas kiedy trzeba zrezygnować z intensywnych treningów. Pozostają jedynie zawody. Brak czasu na pasję, pozostawia pustkę w sercu. Tęsknotę za pływaniem sportowym pokonuje jednak świadomość wielu kontuzji i już doznanych przeciążeń stawów i kręgosłupa. Teraz satysfakcję daje praca jako trener i możliwość zarażania swoją pasją kolejnego pokolenia.

Zapraszamy na zajęcia!

Powrót do listy artykułów